Pod naszym patronatem: Dzień Ormiański w Oławie | III Bieg Sylwestrowy
reklama



HOBBY! - Krótkofalarstwo

- opublikowano: 03-01-2012

Tomasz Niewodniczański jest na emeryturze. Przez większość swojego zawodowego życia był pracownikiem naukowym zajmował się fizyką, chemią i elektroniką. Dodatkowo wyspecjalizował się też w systemach zarządzania jakością ISO 9000 i ISO 17025. Obecnie, od czasu do czasu wykłada na studiach podyplomowych, na Politechnice. Jego działalność społeczna w gminie to naturalna konsekwencja wspierania w pracy pani sołtys Janikowa. Na pytanie co na to Jego żona? Odpowiada: „to właśnie moja żona jest sołtysem Janikowa. Mamy dwójkę dzieci – syna i córkę oraz troje wnucząt. „.

foto


M.S. - W życiu ma Pan pasje, dzięki którym pomimo „bycia na emeryturze” jest Pan człowiekiem bardzo aktywnym. Mówiąc o pasjach mam namyśli grę w bule, którą promuje Pan na terenie Gminy organizując zawody oraz krótkofalarstwo - tu również aktywnie Pan działa . Dlaczego właśnie bule i krótkofalarstwo?

T.N. - W czasie podróży zagranicznych widziałem w wielu miejscach ludzi grających w bule. Byli w różnym wieku, grali w najróżniejszych miejscach jak: na plaży, na ścieżce w parku, na podwórku, boisku czy specjalnym bulodromie. W każdym przypadku byli wyluzowani i świetnie się bawili. Kupiłem w sklepie sportowym w Bibione pierwsze bule i tak się zaczęło.

M.S. - Od kiedy zaczęła się Pana przygoda z krótkofalarstwem, skąd taka pasja ? Proszę opowiedzieć więcej o tym hobby co daje, co w nim jest takiego urzekającego co "wciąga"?

T.N. - Moja przygoda z krótkofalarstwem zaczęła się bardzo dawno. Myślę, że pierwszym w moim życiu obrazem krótkofalarstwa było obejrzenie, nakręconego w 1956 roku francuskiego filmu „Gdyby wszyscy ludzie dobrej woli”, pierwszego filmu bardzo znanego aktora, Jean-Louis Trintignant. Jako młody chłopak zajmowałem się radioamatorstwem od początku lat 60-tych. W czasopiśmie Radioamator, czytałem z zaciekawieniem informacji przeznaczonych dla krótkofalowców, aż w 1963 roku trafiłem na kurs odbioru i nadawania telegrafii w „Stanicy Harcerskiej” w Bolesławcu Śląskim. Z 20 uczestników kursu ja jeden dotrwałem do końca i po zdaniu egzaminu, w maju 1964, w październiku 1964 otrzymałem upragnioną licencję i zacząłem pracować w eterze posługując się znakiem wywoławczym SP6AYP. Znak wywoławczy krótkofalowca jest znakiem absolutnie unikalnym, niepowtarzalnym. Dwie pierwsze litery oznaczają Kraj – Polskę, szóstka to numer okręgu w Polsce, a trzy litery (mogą być dwie a nawet jedna) tzw. sufiks są już całkowicie indywidualne. Od 2002 roku, po umożliwieniu czołowym krótkofalowcom Polski przyznania sufiksu jednoliterowego, używam nowego znaku SP6T. Tamte czasy (lata sześćdziesiąte) były dla każdego radioamatora niezwykle emocjonujące. Młody człowiek, konstruujący radioodbiorniki czy wzmacniacze musiał każdą część, każdy podzespół zdobyć, przehandlować, zamienić by potem w pocie czoła złożyć to w coś co będzie działało. Praca taka wymagała wybiegania z wiedzą w zakresie głównie fizyki daleko poza zakres materiału szkolnego. Ale to był dopiero pierwszy szczebel dla wielu ludzi zupełnie wystarczający. Kolejny krok wymagał już zdania specjalistycznych egzaminów i uzyskania państwowej licencji. I tu najbardziej pociągające było to, że posiadacz licencji miał kontakt z całym Światem. W tamtych czasach było to coś niewyobrażalnego. Krótkofalowiec stawał się dla otoczenia kimś niezwykłym otoczonym nimbem tajemniczości. Gdy zaczynały przychodzić karty QSL, karty stanowiące papierowy dowód przeprowadzonej, obustronnie łączności to dopiero była radość. Na początku były łączności bliskie, krajowe, łączności z krajami sąsiednimi, ale w miarę nabywania doświadczenia, konstruowania coraz lepszego sprzętu, anten; łączności sięgały coraz dalej i dalej. Pamiętam, gdy ponad pół roku od uzyskania licencji przeprowadziłem pierwsza łączność z USA to dużo starszy kolega krótkofalowiec obraził się na mnie bo uznał, że ja jako smarkacz to z dalekimi łącznościami tzw. DX-ami to jeszcze mogę sobie poczekać. I tak zaznaczyłem dwie z wielu stron krótkofalarskiego hobby. Jest ich znacznie więcej. Do najważniejszych należą: nawiązywanie najdalszych łączności – zbieranie krajów, konstruowanie urządzeń krótkofalarskich – odbiorników, nadajników i wielu urządzeń dodatkowych czy praca w najróżniejszych zawodach krótkofalarskich. W moim krótkofalarskim życiorysie „zaliczyłem” każde z w/w.

M.S. - Ta pasja wymaga specjalistycznej wiedzy, gdzie można ją zdobyć i czy jest to kosztowne?

T.N. - Oczywiście wymagana jest wiedza specjalistyczna, choćby dlatego żeby zdać specjalny egzamin państwowy, którego pozytywny wynik stanowi dopiero podstawę do ubiegania się o pozwolenie radiowe zwane zwyczajowo licencją. Jako wieloletni egzaminator stwierdzam jednak, że tematyka i zakres wymaganej wiedzy nie zawsze nadąża za współczesną rzeczywistością. W ostatnich latach obniżyliśmy wiek minimalny do uzyskania pozwolenia radiowego z 15-tu do 10-ciu lat, a pytania techniczne są na poziomie fizyki czy matematyki odpowiednio dla 15-to latków. Półtora roku temu zaczęliśmy prowadzić z kolegą zajęcia i kurs krótkofalarski w szkole w Bystrzycy, w wyniku którego mamy teraz 7-miu nowych nadawców oraz Szkolny Klub Krótkofalowców „Antenka”. Planujemy, w nowym roku szkolnym rozpocząć kolejny kurs dla następnych chętnych. Przyjmiemy każdego uczestnika w wieku od lat 9-ciu w górę, bez ograniczeń. W naszym pierwszym kursie mieliśmy rozpiętość wieku od 12 do 68 lat.

foto


A teraz o kosztach. W latach 60-tych prawie każdy, nawet uczeń szkoły średniej mógł sobie podstawowe urządzenia zbudować niemal darmo. Członkostwo w klubie było obowiązkowe, ale kluby PZK (Polski Związek Krótkofalowców), LOK (Liga Obrony Kraju) czy ZHP (Związek Harcerstwa Polskiego) wspierały swoich członków posiadanymi urządzeniami demobilowymi czy podzespołami które posiadały. A wymagania odnośnie parametrów urządzeń były na miarę tamtych czasów. Nie produkowało się wtedy fabrycznie urządzeń dla krótkofalowców. Dziś cała masa firm elektronicznych Świata buduje sprzęt dedykowany dla krótkofalowców o ogromnym poziomie skomplikowania. Urządzeń na takim poziomie nie uda się zbudować bez specjalistycznego zaplecza warsztatowego i metrologicznego. Tak więc, w dzisiejszych czasach gdy dajemy licencje coraz młodszym amatorom, musimy się liczyć z tym, że wielu z nich nie będzie stać na zakup urządzenia fabrycznego, a skonstruowanie sprzętu przekroczy ich możliwości tak warsztatowe jak i teoretyczne. Dlatego wielu ludzi nie osiąga poziomu jaki by sobie wymarzyli.

M.S. - Uczestniczy Pan w zawodach KF - proszę to rozwinąć - na czym polegają zawody, jak to wygląda?

T.N. - Bardzo popularną dziedziną krótkofalarstwa są zawody. Praktycznie, w każdy weekend odbywają się jakieś zawody międzynarodowe, niezależnie od zawodów mniejszych krajowych których odbywa się w roku tysiące. Zawody krajowe, jak sama nazwa wskazuje są zawodami o zasięgu lokalnym, trwają krótko od jednej do dwu godzin i odbywają się w różnych dniach tygodnia. Natomiast w weekendy odbywają się zwykle zawody międzynarodowe. Trwają one zdecydowanie dłużej bo od 24 do 48 godzin. Każde zawody maja swoje reguły, regulaminy dopasowane do rozmaitych okoliczności jak, określony teren, specjalne wydarzenie, tradycja, podgrupa zainteresowań itp. Generalnie, w każdych zawodach należy przeprowadzić jak najwięcej, najcenniejszych łączności. Generalną zasadą jest im dalsza łączność tym więcej za nią otrzymuje się punktów. Najczęstszy podział to: swój kontynent, inne kontynenty. Posłużę się przykładami kilku najciekawszych zawodów międzynarodowych. Zacznę od Mistrzostw Świata IARU (IARU Championship). IARU – International Amateur Radio Union (Międzynarodowa Unia Radioamatorska licząca sobie już 86 lat). Są to zawody odbywające się zawsze w drugi weekend lipca i w tych właśnie zawodach organizacje krajowe (w Polsce PZK) wystawiają 12 najlepiej wyposażonych sprzętowo i z najlepszymi operatorami stacji z terenu Kraju. Czołowe stacje nawiązują w tych zawodach zdecydowanie ponad 15 tysięcy łączności. Wszystkie łączności wpisywane są przez operatorów do specjalnego programu komputerowego obsługującego zawody, a następnie takie komputerowe logi wysyłane są do organizatora. Organizator dokonuje żmudnego porównania wszystkich logów. Oficjalne wyniki ogłaszane są zwykle po co najmniej pół roku, ale zawsze odpowiednio wcześniej przed kolejną edycją zawodów. Inne ważne dla nas zawody to SPDXContest. Są to polskie zawody międzynarodowe, odbywające się zawsze w pierwszy weekend kwietnia. Te zawody trwają również 24 godziny, ale regułą jest że startujący w nich krótkofalowcy całego Świata nawiązują łączności wyłącznie z Polakami. Czołowi zawodnicy nawiązują w tych zawodach znacznie ponad 1000 łączności. Zawody SPDXContest są prawdopodobnie najstarszymi międzynarodowymi zawodami w historii krótkofalarstwa. Inne najważniejsze zawody Światowe to: WWDXC – każdy pracuje z każdym, 48 godzin; WAE – cały Świat pracuje z Europą; ARRL – cały Świat pracuje z USA i Kanadą; AADXC – cały Świat pracuje z Azją, WPX i wiele, wiele innych.

foto


M.S. - A Pana sukcesy?

T.N. - Moje wyniki: Kilkakrotna wygrana zawodów SPDXContest, W zawodach WWDXContest: raz pierwsze miejsce w Świecie, raz drugie, kilka razy w pierwszej szóstce, w kategorii stacji bardzo małej mocy. W tej samej kategorii kilka razy miejsca w czołówce światowej w zawodach ARRL i WPX.

M.S. - Jak Pan ocenia tegoroczny konkurs, jak "poszło" co się udało, a co mogło pójść lepiej?

T.N. - W zawodach IARU polski TEAM, którego jestem kapitanem, startuje od lat, ale formalnie dopiero w roku 2000 uruchomiono legalnie 12 równolegle pracujących stacji polskich. Już w tym pierwszym starcie zajęliśmy miejsce 6-te, a następne lata to miejsca: 4, 3, 5, 2, 2, 4, 4, 6, 3, 5. Nigdy nie udało się nam wygrać choć w roku 2005 przegraliśmy z Niemcami o „włos”. W każdych zawodach sportowych podniecamy się rezultatami i zajmowanymi miejscami i tu robimy to samo. Jednak wyniki poszczególnych teamów nie mogą być tak zwyczajnie ze sobą porównywane. Na wynik mają wpływ: położenie geograficzne, odległość od granicy kontynentu, warunki propagacyjne różne w zależności od wielu czynników, liczba startujących w danej strefie i wiele innych. Wszak każdy zespół ma inne warunki geograficzne. Porównanie do innych dyscyplin to np. Gdyby powiedzieć, że teraz w tej samej godzinie, minucie, sekundzie, z miejsca w którym się jest każdy startuje w biegu na kilometr i wygrywa ten co będzie miał najlepszy czas. Różnice ogromne i wcale nie musi wygrać najlepszy. Gdyby wszystkie zespoły były jednakowo przygotowane i wyposażone to można z dużym prawdopodobieństwem określić, że polski zespół nie powinien nigdy zająć miejsca lepszego niż szóste/ósme. Tak więc, fakt, że nigdy nie spadliśmy poza pierwszą szóstkę świadczy, że w grupie Światowych jesteśmy najrówniejszą i popełniającą najmniej błędów drużyną. W tym roku warunki propagacyjne były bardzo trudne. Mieliśmy też problemy z przewalającymi się przez Polskę burzami, wyłączeniami prądu, uszkodzeniami sprzętu itd, ale takie rzeczy zdarzają się każdemu. Z wstępnego rozeznania widać jednak, że cała konkurencja w tym roku się zmobilizowała, a że głównie jest ona na południe od nas to będzie trudno utrzymać się w dziesiątce ale szanse są.

M.S. - Czy krótkofalarstwo wraca do łask – prowadzi Pan zajęcia dla młodych , jak Pan ocenia?

T.N. - W roku 1964 było w Polsce około tysiąca licencjonowanych nadawców, w tej chwili jest kilkanaście tysięcy. Wspólnie z kolegą Krzysztofem Adamczykiem SP6JIU prowadzimy od dwu lat zajęcia z młodymi w bystrzyckiej szkole. Spotykamy się z nimi dwa razy w tygodniu. W czasie wakacji, jako klub krótkofalowców prowadziliśmy otwarte zajęcia dla młodzieży, zorganizowaliśmy cykl wycieczek rowerowych śladami bunkrów w lasach naszego regiony. Przez szkolny klub krótkofalowców przewinęło się w rezultacie, w czasie wakacji spore grono młodych ludzi gdzie dla niektórych z nich była to jedyna zorganizowana forma spędzania wolnego czasu.

foto


Wśród nowych adeptów krótkofalarstwa większość stanowią ludzie już urządzeni życiowo, których stać jest na kupienie fabrycznego sprzętu lub gdy maja warunki by taki sprzęt konstruować. W naszym klubie w szkole nie mamy fabrycznego sprzętu i do tej pory funkcjonujemy dzięki temu, że udaje nam się taki sprzęt wypożyczyć od innych krótkofalowców. Mimo to jednak mamy grupkę całkiem młodych, świetnie zapowiadających się krótkofalowców.

M.S. - "W lutym, w szkole, w Bystrzycy odbył się państwowy egzamin na świadectwo operatora urządzeń radiowych w służbie radiokomunikacyjnej amatorskiej. Dziesięć osób z dwunastu zdających ukończyło egzamin z wynikiem pozytywnym, w tym wszyscy uczestnicy kursu prowadzonego w klubie SP6PYP. "  - Co daje takie świadectwo? Jakie ma możliwości. Dlaczego ludzie chcą iść w tym kierunku ?

T.N. - Świadectwo operatora urządzeń radiowych w służbie radiokomunikacyjnej amatorskiej jest warunkiem koniecznym do wystąpienia do Urzędu Komunikacji Elektronicznej o wydanie pozwolenia radiowego tzw. licencji, wraz z indywidualnym znakiem nadawczym. Dlaczego ludzie w „to wchodzą?” jedni chcą konstruować, inni chcą sobie pogadać, inni chcą uzyskać jak najwięcej krajów, wysp, stref, łączności ze stacjami zainstalowanymi na zamkach, latarniach morskich, w parkach narodowych, jeszcze inny ćwiczą po prostu języki, są też tacy którzy startują w zawodach „łowy na lisa” (znajduje się ukryte w terenie mikro-nadajniki – lisy).

M.S. - Jeszcze nie tak dawno KF było oknem na świat dziś w dobie wszechobecnego internetu i komputeryzacji - jak Pan ocenia przyszłość KF ?

T.N. - Myślę, że sytuacja jest dosyć stabilna, licencji przybywa, choć istotne jest to na co zwróciłem uwagę już wcześniej. Najwięcej „nowych” to ludzie już jako tako ustawieni życiowo. Młodzież ma start o wiele trudniejszy niż to było dawniej i dlatego trzeba tej młodzieży tym bardziej pomagać.

M.S. - Fotografia to kolejna Pana pasja - organizuje Pan również konkursy fotograficzne, gdzie umieszcza Pan też zrobione przez siebie zdjęcia. Czy prowadzenie strony Janikowa rozwinie się w kolejną pasję?

T.N. - Mój ŚW P. ojciec, Olgierd Niewodniczański, z zawodu lekarz był współzałożycielem Polskiego Związku Fotografików na Dolnym Śląsku zaraz po wojnie, a ja jako młody chłopak szybciej umiałem fotografować, samodzielnie wywoływać filmy i wykonywać odbitki niż czytać i pisać. Również naturalna konsekwencja. Proste, no nie?

M.S. - Jak Pan godzi swoje pasje, i pracę jako Radny z rodziną – czy zaraził Pan ich swoimi zainteresowaniami?

T.N. - Nie jest to łatwe, wszystko się spiętrza, najważniejsze są wnuki, a przecież jeszcze są góry wysokie i wspinaczka czy glina i piecyk do jej wypalania. Ubolewam, że mam coraz mniej czasu dla przyjaciół i to już nie jest dobrze.

M.S. - Najbliższe, ważniejsze plany oraz nie może zabraknąć pytania o marzenie, każdy je ma - jakie są Pana?

T.N. - W roku 2009, z inicjatywy pani sołtys Janikowa, zorganizowaliśmy pierwszy w historii krótkofalarstwa meeting krótkofalarskich reprezentacji z Mistrzostw IARU, w Bystrzycy. Chcemy to powtórzyć, może w przyszłym roku. I kolejny ciekawy pomysł pani sołtys – stworzenie w naszym rejonie Janików-Bystrzyca ośrodka krótkofalarskich łowów na lisa.

A teraz marzenie – chciałbym zrobić łączność z ostatnim brakującym mi krajem, Navassą. Jest to maleńka wyspa na Karaibach – tylko, że na tej wyspie od bardzo wielu lat nie było żadnego krótkofalowca.

M.S. - Dziękuję za rozmowę, życzę realizacji planów i spełnienia marzenia.



dodaj
komentarz
komentarz z NICKiem
zarejestruj
swój NICK


Polub OSI





Waszym zdaniem (komentarzy: 0. )

OSI - OLAWA.INFO - HOBBY!  - Krótkofalarstwo

najnowsze tematy:




komentowane




reklama
Oławski Serwis Informacyjny - pierwszy oławski portal: Oława, Jelcz Laskowice, Domaniów | redakcja | reklama | OSI odtłuszczone ;) OSI i "ciasteczka"
UAD.PL | OSI - OLAWA.INFO 2004 - 2017 | reklama | redakcja | mapa serwisu | polityka prywatności | regulamin